Bywa że inspiracje przychodzą dziwnymi, krętymi ścieżkami. Ukryte pod natłokiem pierwszych, niekoniecznie dobrych czy właściwych skojarzeń, cierpliwie czekają na właściwą chwilę, by w odpowiednim momencie podsunąć delikatną nitkę, ledwie smużkę, która zauważona rozwinie się i naprowadzi między gąszczem myśli na tę właściwą ścieżkę, na końcu której czeka „o to właśnie chodziło”. Tak właśnie się działo z pracą w temacie Indie… Nie będę ukrywać, kiedy myślę o Indiach, w głowie pojawia mi się najpierw nieznośne poczucie duchoty, upału, ścisku, hałasu, tłoku (w końcu 1,3 miliarda mieszkańców to nie przelewki) i wiem, że za żadne skarby świata nie chcę tam jechać. Ale takie myślenie nigdzie mnie nie prowadzi, a już na pewno nie do pomysłu na biżuterię, który chciałabym zrealizować. Nie tędy droga.

Próbuję więc inaczej. Bollywood, złoto (nieodłączny atrybut hinduskiej tradycji narodowej i religijnej), jeszcze więcej złota (Hinduskie żony posiadają podobno więcej złota niż rezerwy USA, MFW, Niemiec i Szwajcarii razem wzięte…), ociekająca złotem i czerwienią indyjska biżuteria ślubna (bo to co panna młoda ma na sobie w dniu ślubu może zabrać w przypadku rozwodu…) Nie twierdzę że to absolutnie nie moje klimaty, ale… może jednak nie tym razem.

Czasami szukając inspiracji nie warto szukać na siłę, lecz dać się poprowadzić tej cieniutkiej nitce, która gwałtownie szarpnięta pęknie, ale delikatnie rozwijana w swoim własnym tempie, bez naprężeń, ułoży się w misterny wzór. Zastanawiając się, co w Indiach mnie inspiruje, zaczęłam przeglądać posiadane koraliki i machinalnie odkładać na bok te, które mi jakoś pasowały do jeszcze bliżej nieokreślonego pomysłu. Po prostu tak mi się „czuły”, jakoś te ciepłe kolory wydawały mi się tym, czego szukam i potrzebuję.

01_ksiega_dzungli_handmade_by_mj.jpg

Wyglądają trochę jak przyprawy. W Indiach powietrze pachnie przyprawami… gdzie ja to już słyszałam? I nagle słyszę głęboki głos pułkownika Brandona (w tej roli niezapomniany i nieodżałowany Alan Rickman) szepcący mi zmysłowo do ucha „the air is full of spices” i robi mi się gorąco… (i to wcale nie z powodu upału 😛 )

Nie wiedziałam jednak, o czym tak właściwie myślę i dlaczego wybieram akurat te koraliki, i dlaczego chodzi mi po głowie intensywny, słodko-korzenny zapach egzotycznych przypraw, dopóki nie wzięłam do ręki cudnego ceramicznego kaboszonu z roślinnym motywem, który kupiłam kiedyś bez jakiejś konkretnej koncepcji wykorzystania, a po prostu dlatego, że był taki piękny.

Patrzę na trzymany w ręku kaboszon i już wiem, jaka będzie moja interpretacja Indii, że moją inspiracją jest „Księga Dżungli”, książka zaczytywana w dzieciństwie do upadłego i moja pierwsza styczność z tym krajem. Że mój piękny kaboszon chcę otoczyć gąszczem bujnej, bogatej, pełnej życia indyjskiej dżungli, takiej jaką ją sobie wyobrażałam jako dziecko i jaką nadal ją widzę w mojej wyobraźni.

02_ksiega_dzungli_handmade_by_mj.jpg

Że ten kawałek dżungli będzie pełen kwiatów, nieregularny, asymetryczny i nieuporządkowany.

03_ksiega_dzungli_handmade_by_mj.jpg

Że zamknę go w jakże indyjskiej formie paisley.

04_ksiega_dzungli_handmade_by_mj.jpg

Że zawiśnie na jedwabnych pasemkach splątanych jak egzotyczne pnącza.

05_ksiega_dzungli_handmade_by_mj.jpg

Że będzie wielofunkcyjny, można będzie go nosić jako naszyjnik….

06_ksiega_dzungli_handmade_by_mj.jpg

…albo przypiąć jako broszkę…

07_ksiega_dzungli_handmade_by_mj.jpg

…albo i jedno i drugie.

08_ksiega_dzungli_handmade_by_mj.jpg

Jak sobie umyśliłam, tak zrobiłam, taaaak… Jak wspomniałam na początku, nitka inspiracji bywa naprawdę cieniutka i łatwo ją zerwać, zwłaszcza gdy chce się przyspieszyć i zrobić coś na siłę. Czasem jednak nie wszystko układa się tak prosto jak mogłoby się wydawać i tak też było tym razem…

Niedziela wieczór, termin na zgłoszenie pracy mija następnego dnia rano. Zawieszka wyszyta, ale nie wykończona, pozostało już tylko wymyślić, na czym ją zawiesić, szybciutko wykończyć tył… bo czas leci… i nagle wszystko zaczyna się widowiskowo sypać. Zawieszka ma być wielofunkcyjna i służyć również jako broszka, ale gdy sięgam do pudełka z półfabrykatami, okazuje się że nie ma w nim bazy broszki, chociaż byłam całkowicie pewna, że uzupełniałam braki. Zaczynam nerwowo myśleć, co i jak teraz zrobię, nie mogę przecież wykończyć tyłu, bo wszystkie elementy potrzebne do późniejszego mocowania zawieszki muszę zamontować teraz, bo potem się nie będzie dało… Co robić, co robić? Kompletna blokada, chaotyczne szukanie po całym domu tych baz, co to byłam pewna że je mam, aliści się okazuje, że chyba jednak nie… Gorączkowe myślenie, czy by może nie zrobić tylko wisiora, a tak na marginesie ciągle nie mam pomysłu na czym go zawiesić, ale o tym w tym momencie to nawet nie chcę, nie mogę, nie potrafię myśleć, a czas leci… Nitka inspiracji zaczyna się rwać, niemal widzę jak wypada mi z rąk, ale jak to, tyle pracy na darmo? I mam tak po prostu sobie odpuścić? Nie, nie, nie dam, nie pozwolę, nie chcę, co za draństwo, muszę to skończyć, muszę… A im bardziej szarpię tę moją nitkę, tym bardziej umyka mi ona z rąk, tym cieńsza i słabsza się staje…

I dociera do mnie, że jedyna rzecz, którą naprawdę muszę, to odpuścić. Odpuścić nie sobie, ale odpuścić robienie na siłę. Zostawiam robótkę, wychodzę z pokoju, przypominam sobie, że gdzieś miałam awaryjną broszkę, którą mogłabym bez żalu rozebrać na części, znajduję ją ciepniętą dokładnie tam gdzie mi się wydawało, idę do kuchni, nalewam kieliszek wina, wychodzę na balkon. Patrzę na nocne niebo, siedzę, sączę wino i starając się nie myśleć o tym co mi nie wychodzi, zaczynam znowu czuć obecność mojej nitki. Dając się jej prowadzić wyciągam wszystkie pasma sari w pasujących kolorach, przekładam, układam, plączę, mierzę, wybieram, dobieram, przymierzam końcówki i zapięcia, najpierw w kolorze złotym, potem mosiężne, które mi przypadkiem wpadły w ręce gdy sięgałam po pudełko ze złotymi elementami, ale wciąż nie jestem zadowolona z efektu. Patrząc na mosiężne końcówki przypominam sobie o garstce elementów w kolorze miedzi, które gdzieś chyba powinnam mieć, wyciągam… i wiem że to strzał w dziesiątkę. Mogę wykończyć zawieszkę, bo wreszcie mam wszystko, co będzie potrzebne do jej późniejszego mocowania i jako wisiora, i jako broszki, wymierzone, zaplanowane i pasujące.

Koncepcja naszyjnika też już się powoli kształtuje, chociaż wciąż nierozwiązany pozostaje problem, jak te wszystkie pasemka ułożyć, żeby długość była odpowiednia a kawałki jedwabiu bez supełków i łączeń (no tego to już naprawdę nie da się pogodzić, i tak źle, i tak niedobrze). Więc tak siedzę pośrodku stosu skłębionego jedwabiu, patrząc tępo w poplątane pasma sari i łańcuszki, czując coraz większe zmęczenie. Jest już grubo po północy, oczy mi się kleją, światło wydaje się być coraz słabsze, znów zaczynam czuć że „im bardziej Puchatek zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było”. Odpuszczam. Najwyżej jutro wyślę zgłoszenie samej broszki. Zaczynam uprzątać materiały dzieląc je na te, których na pewno nie wykorzystam, i te obiecujące. I gdy tak je porządkuję, gdzieś na krańcach świadomości pojawia się subtelne światełko – pomysł, jak mogłabym to wszystko sensownie spiąć razem. Z tą iskierką gdzieś w tyle głowy idę spać. Rankiem rozkładam wybrane materiały…

11_ksiega_dzungli_handmade_by_mj.jpg

…i w świetle poranka wczorajszy pomysł od razu układa się w spójną i przemyślaną koncepcję, momentalnie „widzę” naszyjnik. Zabieram się do roboty i w ciągu godziny jest gotowy i taki, jak go sobie wyobrażałam.

12_ksiega_dzungli_handmade_by_mj

I wiem, że jest dokładnie taki, jaki powinien być, a ja nie poszłam na żaden kompromis z moją wizją i nie będę ani przez sekundę myśleć, że cokolwiek mogłam zrobić inaczej. Cudowne uczucie!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s